11:24:00

Rok w obrazkach

Rok w obrazkach
Przez ostatnie 12 miesięcy sporo się działo, a mało z wyjazdów znalazło swoje odbicie na blogu. Więc dziś w ramach podsumowania 12 miesięcy w obrazach :).

Styczeń wcale nie wskazywał, że będzie dość intensywnie. Wreszcie spadł śnieg i w lasach można było robić kuligi na białym puchu.
Luty minął nam w przelocie między punktem A a B, z przesiadkami we Wrocławiu ;).
Marzec pod znakiem Görlitz, to miasto, które przynajmniej kilka razy w roku musimy odwiedzić :). 
Kwiecień to nasze góry, zamek Chojnik i widok na malownicze Stawy Podgórzyńskie.

W maju był Berlin...cóż, co stolicy Niemiec bliżej nam niż do własnej ;). 

Czerwiec to nasze Morze Bałtyckie: spokojne, puste plaże i lekko wzburzone fale.
Lipiec to pobliskie łąki, lasy i konie :).
W sierpniu jeszcze zanim na dobre rozpoczęły się Bolesławieckie Dni Ceramiki ( na które we współpracy z istotne.pl udało mi się przygotować pocztówki ), ruszyliśmy na Wyspę Brač  - piękną, pełną gajów oliwnych i nieskażonej przyrody (praktycznie brak przemysłu), a jednocześnie trudną, jeśli chodzi o codzienne warunki życia (  m.in. bieżącą wodę mają dopiero od 50 lat, a także mieszkańcy nieustannie czują zagrożenie pożarami ). Tu widziałam również najpiękniejsze cmentarze...
Wrzesień pozostał pod znakiem Adriatyku, udało nam się spędzić chwilę w samym centrum Trogiru, który żegnał nas burzowymi chmurami i hektolitrami deszczu.
W październiku udało mi się dotrzeć na Zamek Moszna na Baśniowy Plener Fotograficzny ( zdjęcia z tego wydarzenia wcześniej czy później pojawią się na blogu ;). Noc na zamku, włóczenie się ze statywem po nocy w parku i o poranku po komnatach, baśniowe stroje modelek i pyszna kawa w restauracji w doborowym towarzystwie to to, po co naprawdę warto tam zajrzeć. 
W listopadzie wygrałam konkurs zorganizowany przez PoznajSmakGruzji i tak parę dni później wraz ze świetną ekipą wylądowałam w stolicy Gruzji, by zachwycić się tym wspaniałym krajem. Było fantastycznie: magiczne monastyry, noc z widokiem na Kazbek, zasypana śniegiem Droga Wojenna, ciepłe, niemal śródziemnomorskie Tibilisi, zwiedzanie winnic, degustacje, supry, ale przede wszystkim fantastyczni ludzie, jakich dane mi było poznać.  
Grudzień był intensywny ( nie tylko wyjazdowo ), ale okazało się, że zdjęcia mam tylko z rodzinnego miasta :)

A tak ten rok podsumował INSTAGRAM



Dziękuję Wszystkim, którzy mimo mojej rzadkiej obecności tutaj, nadal zaglądają i życzę Wam, by 2018 rok był dla Was łaskawy...

23:45:00

Radości, bliskości, nadziei...

Radości, bliskości, nadziei...
RADOŚCI, BLISKOŚCI, NADZIEI...


21:51:00

Baklava full of taste

Baklava full of taste
    

    Słodkie, lepkie, przesiąknięte aromatem miodu i zapachem orzechów. Wschodnie, ale podbijające podniebienia również Zachodu. Baklava - ukochany deser Bałkanów. Nie jedyny, ale jeden z ... Wbrew pozorom wcale nie taki trudny do zrobienia. A jeśli wykorzysta się gotowe ciasto filo, wręcz banalnie prosty. Sekretem jest polanie każdej warstwy cienkiego jak papier ciasta tłuszczem, żeby nie było suche...i pokrojenie na kawałki przed włożeniem do piekarnika, bo inaczej podzielenie na porcje może stać się niewykonalne...choć z drugiej strony, może nie każdy chciałby się dzielić. Fakt faktem upiekłam....i prawie cała blachę sama zjadłam ;).

Składniki:
Ciasto
1 opakowanie ciasta filo
1/2 kg orzechów ( u mnie włoskie, ale mogą być laskowe, migdały, pistacje itd. )
garść migdałów lub posiekanych pistacji do posypania
ok. 80-100 g masła do rozpuszczenia i smarowania płatów ciasta

Syrop
1 szklanka wody
0,5 szklanki cukru
4-5 łyżek miodu
sok z połowy cytryny

    Ze szklanki wody, miodu i soku z cytryny zagotować w rondelku syrop. Pozostawić do wystudzenia.
Orzechy posiekać. W drugim rondlu rozpuścić masło, przestudzić. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Płaty ciasto filo przyciąć na wielkość blaszki ( u mnie wyszło równo na pół ). Położyć pierwszy płat ciasta filo i posmarować dokładnie roztopionym masłem. Tak zrobić z następnymi 6 płatami. Kolejne 4 płaty oprócz posmarowania masłem posypać warstwą posiekanych orzechów. Ostatnie 7 płatów kłaść tak jak pierwsze: tylko smarować masłem. Dobrze docisnąć zwłaszcza przy brzegach, żeby nie podnosiły się podczas pieczenia.
Baklawę pokroić w kwadraty lub romby. Włożyć do nagrzanego na 180C ( z termoobiegiem wystarczy 160C ) piekarnika. Piec 30-40 min lub do uzyskania złotego koloru. Ciepłą baklawę wyjąć z piekarnika, polać wystudzonym syropem, zwłaszcza w miejscach przecięcia kawałków i ozdobić posiekanymi pistacjami lub migdałami.
SMACZNEGO ;)






22:09:00

Wianki...warsztaty florystyczne w Jaworze

Wianki...warsztaty florystyczne w Jaworze


    Kiedy rok temu udaliśmy się na Zamek Książ, nie przypuszczałam, że nasza starsza latorośl jako jedyna prawidłowo zliczy ilość poduszek w traktach komunikacyjnych i wygra udział w warsztatach florystycznych organizowanych przez Zespół Szkół w Jaworze. Miałam to szczęście, że dane nam było całą rodziną wziąć udział w warsztatach wicia wianków ( choć mąż sobie odpuścił ;) i w przyszłym roku na pewno nie będę miała problemu z komunijnym nakryciem głowy ;).
Powitała nas promieniująca ciepłem pani Dorota Subocz, dyrektor szkoły, która zorganizowała konkurs na liczenie poduszek w traktach komunikacyjnych zamku, kobieta z wielkim sercem na dłoni ( zresztą przez wiele lat szkoła była znana jako Medyk - Szkoła z sercem i to niewątpliwie Jej zasługa ;) i z nami wiła wianki przez cały dzień.
Grupa była szalenie sympatyczna, prowadząca Monika Bębenek ze Szkoły Florystycznej Kwitnące Horyzonty uraczyła nas ogromną dawką wiedzy, dzięki której już nie wpadnę na pomysł plecenia wianków np. z maków czy konwalii ( i to nie tylko ze względu na ich trujące czy narkoleptyczne właściwości). Poznałyśmy różne metody wyplatania, sposoby zabezpieczania kwiatów, łączenia kolorów ( koło barw sprawdza się nie tylko w malarstwie i fotografii ;). I choć kwiaty to na pierwszy rzut oka delikatne rośliny, osobiście przetestowałam, że uplecione z nich wianki zaopatrzone w wodę w lodówce bez problemu wytrzymują całkiem długo ( ostatnie zdjęcie to właśnie w wiankach po tygodniowych wakacjach w lodówce - jak świeżo zrobione), a niektóre wytrzymały nawet 3 tygodnie !!!








    Taki kurs przydałby się wszystkim, którzy w kwiaciarniach na wstępie pytają: "Ile i i dlaczego tak drogo?". W ciągu całego dnia zrobiłam wianków dosłownie 4 sztuki. I to jeden w połowie, ponieważ technika przyklejania pojedynczych płatków tapą jest naprawdę pracochłonna, choć jej efekt jest efektem WOW, przynajmniej w moim odczuciu.
Bardzo dziękuję za możliwość zobaczenia tego wszystkiego "od środka" i fantastyczną atmosferę, jaka nam towarzyszyła ;).
A gdybyście mieli ochotę, to można bezpłatnie podjąć naukę florystyki ( ja już nad tym myślę :) - wszelkie informacje znajdziecie TU.

21:55:00

Po Bolesławieckim Święcie Ceramiki 2017

Po Bolesławieckim Święcie Ceramiki 2017

    W tym roku wybyliśmy w połowie Bolesławieckiego Święta Ceramiki. W momencie, kiedy zaczynała się Ceramiczna Parada, my właśnie wyruszaliśmy w jedno ze spokojniejszych miejsc - przepiękną chorwacką Wyspę Brać. Ominęła nas Ceramiczna Parada, Kobaltowa Moda i Splash of Colors. Jednak zdążyło mnie zauroczyć kilka ceramicznych stoisk, niekoniecznie tych kobaltowych. Niesamowicie miło było ponownie spotkać wielu Twórców, do których mam wielki sentyment, oraz poznać nowych.
Chciałam przed wyjazdem wrzucić kilka zdjęć, jak impreza wyglądała w tym roku, ale ze względu na problemy z serwerem mogę to zrobić dopiero teraz.











We współpracy z portalem istotne.pl specjalnie na Bolesławieckie Święto Ceramiki został wydany pakiet pocztówek: dwie mojego autorstwa, autorem pozostałych jest Krzysztof Gwizdała. Gdyby ktoś miał ochotę, to można je kupić w cenie 10 zł TU.



11:28:00

Powakacyjnie

Powakacyjnie

     Kilka godzin jazdy w burzy,
     Powrót przy spychającym wietrze pod baldachem chmur,
     A w trakcie niesamowita wszechogarniająca obecność przyrody, 
     Czas z bliskimi, smaki i miejsca, które pozostają w pamięci i sercu... 
   
    Udało mi się reanimować bloga, hula teraz na własnej domenie www.zwidokiemnaobelisk.pl
    I przesyłam spóźnioną pocztówkę z wakacji :)
    BRAĆ jest piękna :)

10:26:00

Lawenda full of love - naturalny syrop lawendowy

Lawenda full of love - naturalny syrop lawendowy
    Lawenda towarzyszyła nam przez cały pobyt na wyspie i żegnała nas, gdy opuszczaliśmy Hvar ( od naszych gospodarzy dostaliśmy jej suszony bukiet z ich własnej plantacji), z Velo Grablje przywieźliśmy butelki domowej roboty syropu szałwiowego i lawendowego oraz przepis, jak się do niego zabrać. Oryginalny lawendowy syrop jest koloru żółtego, robi się go z suszonych kwiatów.
Ale gdy zobaczyłam te zdjęcia, koniecznie musiałam się przekonać, czy faktycznie się da zrobić syrop lawendowy w lawendowym kolorze. Da się? Da się. Wystarczy dodatek soku z cytryny i dość świeże lawendowe kwiaty, a dzieje się magia. Uzyskany w ten sposób syrop jest niezwykle orzeźwiający, ma lemoniadowy posmak, zawiera spore ilości olejków eterycznych, które działają poprawiając odporność i samopoczucie, i nie da się go porównać z niczym innym :). Idealne w upały do ugaszenia pragnienia rozcieńczone wodą albo jako dodatek do lodów i deserów.


Przepis na tradycyjny lawendowy syrop:

Składniki:
1,5 szklanki wody
1,5 szklanki cukru
1 łyżka suszonych kwiatów lawendy

Sposób przygotowania:
Zagotować wodę z cukrem, dodać kwiaty lawendy i gotować około 10-15 minut ( syrop powinien uzyskać słomkowy kolor). Odcedzić kwiaty i ciepły syrop przelać do butelki.


Przepis na syrop lawendowy o posmaku lemoniady:
Składniki:
1,5 szklanki wody
1,5 szklanki cukru
sok z 1 cytryny
duuuża garść świeżych kwiatów lawendy bez gałązek

Sposób przygotowania:
Zagotować wodę z cukrem, dodać świeże kwiaty lawendy oraz sok z jednej cytryny i gotować około 10-15 minut ( syrop powinien uzyskać lawendowy kolor, jeśli kolor wydaje Wam się zbyt jasny, można dodać więcej kwiatów). Odcedzić kwiaty i ciepły syrop przelać do butelki.



Jeśli się zastanawiacie, który zrobić, moja odpowiedź brzmi OBA :)


11:05:00

Zamiast pocztówki...czyli co przywieźć z Wyspy Hvar

Zamiast pocztówki...czyli co przywieźć z Wyspy Hvar


Nie jestem typem, który przywozi mnóstwo pamiątek, dlatego poniższa lista jest bardzo subiektywna:

1. Dobre wspomnienia - wiadomo, bezcenne, a jednocześnie nie trzeba na nie wydać nic więcej :). Nie ma to jednak jak wesprzeć wspomnienia przywiezionymi zdjęciami ;)


2. Lawenda - tradycyjna, tu o wyjątkowo intensywnym aromacie, ze względu na duże nasłonecznienie wyspy, niedroga, bo najtańsza w bawełnianym woreczku od 5 kun, dobrej jakości olejek można dostać w cenie od 10 kun, a wszystko ręcznie robione, więc bezpośrednio zasila portfele mieszkańców, a nie pośredników, sieci itd.



3. Kosmetyki z dodatkiem lawendy, polecam te ręcznie robione: olejki, balsamy, kremy, z krótkim, a treściwym składem, dostępne w drobnych manufakturach, sklepikach i na targach, nie ma co ich szukać w sklepach wielkopowierzchniowych, tam prędzej znajdziecie nasze rodzime marki niż lokalne.


4. Naturalne gąbki - starczają na baaardzo długo, fantastycznie oczyszczają skórę, także twarzy, kto raz spróbował, nie wymieni na syntetyczną.


4. Wino, likiery i rakija - my przywozimy lokalne wina, aby delektować się w chłodne, jesienne wieczory, niestety na zimowe już nie wystarcza ;), pozostałe trunki zazwyczaj na prezenty, ale też z miejscowych, domowych wytwórni.


5. Dżemy, syropy i inne przetwory - zwłaszcza figowe, moje ulubione, ale jest cała masa przetworów do przygarnięcia w domowej spiżarni albo do rozdania bliskim ;)


6. Rękodzieło wszelakie - nie tylko znane hvarskie koronki, ale wszystko, co mieszkańcy robią własnymi rękoma wkładając w to całe serce :)


A Wy co przywozicie ?
Copyright © 2016 Zwidokiemnaobelisk.pl , Blogger