17:21:00

Korona Gdańska i druga twarz Sądu Ostatecznego Memlinga

Korona Gdańska i druga twarz Sądu Ostatecznego Memlinga

    Wiedzie do niego 7 bram, a zdobi 7 wież. Już zapomniałam, jaki jest piękny. Przesiąknięty gotykiem do cna. Z gwiaździstymi i kryształowymi sklepieniami i ...prawie pusty. 
Można nabożnie przejść między ławami lub usiąść w nawie pod okiem Piety i chłonąć aurę minionych wieków.
Przyjrzeć się precyzji zegara astronomicznego.
Ujrzeć świętego Jerzego w boju ze smokiem...
Największa średniowieczna świątynia z cegły w Europie, która może pomieścić nawet 20 tysięcy wiernych.
Gościł wiele koronowanych głów, choć sam zwany jest również "koroną Gdańska" - Gdański Kościół Mariacki . 
Tu jest też płyta nagrobna "naszego" Opitza, przede wszystkim niemieckiego narodowego poety, choć u nas wymienianego jako pochodzącego z Bolesławca, nadwornego historiografa Władysława IV Wazy, którego przepiękny portret znajduje się w Bibliotece PANu (tego dnia niestety zamkniętej).



 











 

Ale tego nie zapomniałam : "Sądu Ostatecznego" Hansa Memlinga, od patrzenia na który przechodzą dreszcze. Choć to podobno niewiele ponad 100-letnia kopia, przypisywana Louisowi Sy, malarzowi, konserwatorowi i jednemu z pierwszych kustoszy obecnego Muzeum Narodowego ;). Oryginał od lat w Muzeum Narodowym na odwrocie skrzydeł skrywa niespodziankę - portrety fundatorów. 
Tu jak za karę ukryty na tyłach świątyni, jak wyrzut sumienia za rabunek, który go przed przeszło pięciuset laty do Gdańska zamiast do Florencji przywiódł, kuszenie cara Piotra I, wywiezienie do stolicy Francji i powrót przez Berlin. W międzyczasie podróż do Lenningradu i powrót dopiero w połowie ubiegłego stulecia. Od lat pobudza wyobraźnię i wzmaga pragnienie posiadania. Sugestywny tak, że od samego patrzenia nawróciłby wielu.
Ale jak wiele rzeczy i on ma drugie dno. Sąd straszliwszy od pokazanego, odkryty najpierw przez warszawskich konserwatorów z ASP, a niedawno potwierdzony również przez skaner na podczerwień "Charismy", który przejrzał już płótna wielkich ( m.in. Leonarda do Vinci, Michała Anioła czy Pabla Picassa).


Czy autorem "Sądu Ostatecznego" faktycznie był Memling? Pozostańmy przy tej wersji, a dla tych, którzy chcą zagłębić się dalej, polecam lekturę tu i audycję tu ;).
P.S. Na zdjęciu jedynie fragment, cały tryptyk i próbę jego rozszyfrowania, dla tych, którzy nie mają go przed oczami tu :)

12:30:00

Zakochaj się w agatach...

Zakochaj się w agatach...

    Zakochałam się dość dawno w Mieście Lwa i w Agatowym Lecie. W tym roku nawet pogoda dopisała, choć piątek straszył deszczem ;).
Ale prawdziwym powodem dla którego tu przybywam lub zabieram gości nie są kramy pełne smakowitych kąsków, napitków, biżuterii i wszelkich możliwych różności. Nie jest nim także giełda minerałów, na której mogą się zaopatrzyć nawet najwybredniejsi kolekcjonerzy ani koncerty do białego rana.
Moim powodem jest zawsze wystawa minerałów z kolekcjami okazów, o których wielu gemmologów śni po nocach ;). 
I tym razem się nie zawiodłam. W przepięknych salach i korytarzach lwóweckiego ratusza tym razem królowała miedź, a piętro gościło kolekcje z wypraw do Ameryki Południowej. 
A nazwy: malachity, azuryty i bornity przemawiają do mnie bardziej niż diamenty ;).








Ale żeby nie było, że kramy mniej warte uwagi, kilka zdjęć też będzie




nie mogłam się też powstrzymać przed zakupem jaja-niespodzianki


nasze co prawda nieco mniejsze gabarytowo, ale trafiło nam się z pięknym nadzieniem ;)

unikatowe agaty, 


choć niektóre nieco podfarbowane  


minerały są sprzedawane na sztuki, a gdzieniegdzie na kilogramy ;)

wśród wielu skamielin dojrzałam nawet kły rekina ;)


można się było także zaopatrzyć w wiele ciekawych roślin i doszkolić z dziedziny botaniki (słyszeliście o roślinie o nazwie "dziwadło" ;)


oraz oferta gastronomiczna, z widocznymi składnikami, żeby nie było wątpliwości 


Podsłuchałam też o miejscach, gdzie oprócz agatów można znaleźć jadeity, ale tym, wybaczcie, póki co się z Wami nie podzielę...

Lwóweckie Lato Agatowe jeszcze dziś, ale przepiękną wystawę można na spokojnie podziwiać do 20 października 2013 r. ;).

01:21:00

Gdańska hanza

Gdańska hanza

    Po opuszczeniu Pomorza Zachodniego nadszedł czas na Gdańsk.
Hanzeatycki Gdańsk to dla mnie przede wszystkim zachwycająca starówka. Zawsze pełna turystów.
I wcale im się nie dziwię ;).
Tym razem nie było inaczej, ale ich przekrój był zdumiewający: wśród wielu obcokrajowców, krajan, artystów, dojrzałam i mieszczan z ubiegłych wieków i nawet Myszkę Mini, która pewnie wyrwała się na urlop z Disneylandu ;). Ale i tak największe zdumienie wśród turystów budził nasz kot w torbie przełożonej przez ramię ;). 
Rynek to feria barw kamieniczek i kunszt detali. 
Szept gotyku i krzyk manieryzmu. 
Podróż w czasie i racjonalne stąpanie po ziemi. 
Alchemia kamienia filozoficznego i złoto zamknięte w Goldwasser. 
Kamienice pełne duchów i biblioteki pełne woluminów. 
Kościoły nawołujące do skruchy i muzea karmiące duszę od zaraz. 
Antykwariaty kuszące przedmiotami, pieszczonymi rękami tych, których już wśród nas nie ma. 
I radość życia wolnego miasta. 
Poczujcie to sami ;).   
Spacer zaczynamy przez łuk triumfalny Złotej Bramy Drogą Królewską do Neptuna i Żurawia w pełnym słońcu. Potem skręt w Mariacką, zwaną przeze mnie "Bursztynową Uliczką" na miarę Złotej w Pradze, a nawet piękniejszej, gdzie szpaler rzygaczy ma oko na wystawione gabloty. Bursztynowe cuda połyskujące pod czujnymi oczyma gargulców mają zdecydowanie więcej uroku i jednocześnie średniowiecznej grozy. I chłód w Kościele Mariackim,  taki sam od przeszło sześciu stuleci...ale tam zabiorę Was niedługo ;).

 









 

 
 










 




 



Copyright © 2016 Zwidokiemnaobelisk.pl , Blogger