poniedziałek, 6 czerwca 2016

Z szablą za pan brat czyli Weekend Wołodyjowskiego...


    W tym roku nie katowałam Was Rycerską Majówką, choć na niej byliśmy :). Za to teraz nadrobię Weekendem Wołodyjowskiego, również na Zamku Kliczków. 
Impreza była biletowana, ale dzieci do lat 15-tu wchodziły bezpłatnie. W zamian część atrakcji była dostępna bez opłat ( np. przejażdżki na kucyku ), a część za symboliczne kwoty. Było mniej tłumnie ( dla mnie na duży plus, choć dla organizatorów niekoniecznie :). 
Standardowo imprezę rozpoczął pokaz strojów historycznych, po czym nastąpiły ciekawie zainscenizowane pokazy fechtunku rapierem, szpadą i szablą w wykonaniu dwóch szkół: Salut z Poznania i Rebel Fencing z Wrocławia. Walki wręcz, skoki koni przez płonącą belkę oraz wiele, wiele więcej, naprawdę było na co popatrzeć, a co niektórzy mogli również swoich sił spróbować :).













P.S. Mam sporo postów, które czekają na ... lepszy czas ;). Ale niecierpliwsi mogą zaglądać na fb (klik) i istagram (klik), gdzie dzieje się więcej  :).

środa, 1 czerwca 2016

Plotę...czyli jak to z wikliną było...


    Flora w cieniu Daisy to był dopiero początek przygody. Wzięliśmy udział w konkursie liczenia poduszek i tak dostaliśmy wiadomość, że nasza starsza córa prawidłowo wytypowała ich liczbę, wygrywając warsztaty florystyczne, a młodsza zaproszenie na warsztaty wikliniarskie z samym mistrzem plecionkarstwa - panem Wojciechem Świątkowskim do Zespołu Szkół w Jaworze.
Szkoła znajduje się w przepięknym budynku (jednym z tych, w których mogłabym zamieszkać ;). Przywitani zostaliśmy niecodziennie, ale może tam właśnie tak jest codziennie: z szerokim uśmiechem, uściskiem, prawdziwą radością czyli potwierdzającym to, co o szkole piszą - z sercem.
Czym jest wiklina każdy wie, przecież to wierzbowe pędy, ale okazuje się, że nasza wiedza jest znikoma. Do wyplotu używa się najczęściej wikliny uprawianej na plantacjach zwanej amerykanką (salix americana). Jak się dowiedzieliśmy od naszego nauczyciela, jest to odmiana sprowadzona przez Ernsta Hoedta z Trzciela, w dość nietypowy sposób. Ponieważ obowiązywało embargo na wywóz z USA, wspomniany prekursor zabrał ze sobą kosze, które następnie pociął na kawałki, namoczył i ukorzenił. I w ten sposób rozprzestrzeniła się ona tak, że dziś nikt by nie pomyślał, że nie jest nasza, europejska ;). Potrafi wyrastać niemal do 3 metrów.
Po ścięciu pędów, wiklinę należy odpowiednio przygotować: moczarkować albo gotować w wodzie, a następnie suszyć ( o ile nic nie pomieszałam ;).
Wiklina nie jest cierpliwą panną, nieodpowiednio, zbyt gwałtownie ściśnięta łamie się. Wymaga wprawy, cierpliwości, koncentracji i siły w dłoniach (moje nadal ją wspominają ;). Pod okiem Mistrza w kilka godzin złapaliśmy bakcyla ( zwłaszcza starsza córka i  mąż ;).
Wróciliśmy z kolejnym ciekawym doświadczeniem, koszami pełnymi wiklinowych, własnoręcznie wykonanymi przedmiotami ( oczywiście z niezastąpioną pomocą pana Wojciecha ;) i zaszczepioną chęcią więcej ;).
A jeśli ktoś byłby zainteresowany, odsyłam tu, gdzie znajdziecie informacje o tym, jak się na taki kurs albo roczne przygotowanie do egzaminu zapisać ;).