23:35:00

Dobry den Skalni Mesto

Dobry den Skalni Mesto

Moje pojęcie o Skalnym Mieście było niewielkie. Owszem, nazwa co jakiś czas obijała się o uszy, a internet wyświetlał nieco zdjęć. Ale na pewno nie spodziewałam się tego, że oprócz rozmaitych form skalnych znajdę tam skałki wspinaczkowe i tyyyle wody. I to po czeskiej stronie.
Skalne miasto to dla mnie połączenie turkusu Plitvickich Jezior i form naszych Błędnych Skał ( z szerszymi przejściami, nie trzeba patrzeć na tuszę, jak u nas, gdzie byłam świadkiem, jak przepychano nieco bardziej przysadzistego pana, który utknął, ba, musieliśmy się do akcji dołączyć ;).
Wąwozy, strumyczki, wodospady, rejs łodzią w asyście Czecha o iście czeskim poczuciu humoru (dawno się tak nie śmiałam ;), do której trzeba się dostać pokonując mnóstwo schodów ;).
I kształty, które tylko natura mogła uformować, a wyobraźnia ludzka nazwać (Fotel Babci, Karkonosza, Małpa, d....a Słonia i wiele innych ;).
 






Nie chce się wierzyć, że tak wysoko potrafiła sięgać woda, wyżej niż podczas niejednej powodzi...
  

Niesamowity odcień wody zalanego kamieniołomu. Mała plaża z niemal białym piaskiem, na której można się powylegiwać. Turkus tafli, który przełamują jarzębinowe kajaki.
I zaczynający kwitnąć zwiastujący prawdziwą jesień wrzos.  
Idealne miejsce na jesienny wypad, aby przedłużyć lato ;). Miejsce, w które zaciągnął mnie mąż, i do którego, mam nadzieję, jeszcze wrócę...
P.S. Proszę nie regulować monitorów, te bajecznie nieostre zdjęcia to moje dogrywanie się z Jupiterem ;)

20:57:00

Niespodzianka wypalanka czyli jak powstaje kubeczek

Niespodzianka wypalanka czyli jak powstaje kubeczek

Kończąc ceramiczne wpisy, zabiorę Was do wnętrza zakładów ceramicznych, aby pokazać proces powstawania.
Aby otrzymać produkt końcowy, niezbędne jest uformowanie masy, dwukrotne pieczenie, w międzyczasie szkliwienie, leżakowanie, zdobienie...a więc zaczynamy ;).
Najpierw glinie należy nadać odpowiedni kształt, odkładając ją później na formę, aby tego kształtu zawczasu nie utraciła.



Następnie do niektórych wyrobów np. kubków, doklejane są elementy dodatkowe jak uchwyty ( używany jest do tego tzw. klej czyli glina z wodą). Doświadczony pracownik w ciągu 8 godzin pracy dokleja ich przeszło 700.


Kolejnym etapem jest pierwszy wypał. Robi się go w temperaturze 800-850 C przez 8 godzin, po czym takie lekko różowe półprodukty muszą przynajmniej 4 godziny poleżakować. Otrzymany półprodukt nazywany jest biskwitem.


Następnie dostają się w ręce pracowitych i utalentowanych malarek, które nanoszą na nie, w zależności od upodobań klienta, mniej i bardziej skomplikowane wzory w różnych kolorach. Część nanoszona jest metodą stempelkową czyli zanurzonym w farbie stempelkiem z gąbki, inne są malowane ręcznie, wtedy mają dopisek "unikat". Jako ciekawostkę dodam, że większość kolorów jest zbliżona do tego co widzicie po przejściu wszystkich etapów, natomiast ten ciekawy lila odcień to to, co w ognistych płomieniach zmienia się w kobalt.




Ponieważ nie chcemy mieć surowych, a przyjemne w dotyku, emaliowane wyroby, nasze naczynia muszą zostać zanurzone w szkliwie, przez co wyglądają jak pokryte mleczną farbą. Oblanie szkliwem wymaga wprawy, złe spowoduje to, że będą nierówności, trzeba też wytrzeć szkliwo ze spodu, aby nie przywarło do pieca.




Drugi wypał trwa dłużej i atmosfera jest bardziej gorąca, bo odbywa się w aż 1250 C przez 11-15 godzin, po których następuje przynajmniej kolejne 4 godzinki odpoczynku .  


 
Po dwóch pobytach w piecu początkowy produkt traci ok. 15 % swojej masy i taki odchudzony trafia do sklepów na całym świecie (często w 80% do Stanów Zjednoczonych). 



i dla tych, którzy chcieliby nieco więcej koloru mały dowód, można? można ;)

Zdjęcia zrobione w bolesławieckiej "Manufakturze".

P.S.  Jeśli nic nie pomyliłam, to rzecz się ma właśnie tak ;).
Angina ma jednak swoje dobre strony - wreszcie skończyłam zaległy post ;)

20:46:00

Weź mnie ze sobą ! ! !

Weź mnie ze sobą ! ! !


    Nigdy nie tracę okazji, jak mogę przekroczyć ten most i znaleźć się po jego drugiej stronie. 
I tym razem, choć miałam niecałą godzinkę, nie mogłam się powstrzymać ;). 
Most niemal pusty, miasto jeszcze jakby uśpione, choć mocne, jesienne słońce stemplowało moją twarz odciskając pieczołowicie kolejne złociste piegi. 
Kocim brukiem pod górkę do kościoła, a tam dźwięk organów podczas przedkoncertowej próby i nagle wyrosło przede mną to -  wielki regał z napisem "PRZECZYTAJ MNIE" i to nie z ulotkami czy zaproszeniem na mszę. Pełen książek. 
Spojrzałam w prawo, w lewo, a potem przewertowałam kilka pozycji, żadnej jednak ze sobą nie zabrałam. Muszę oddać sprawiedliwość, były książki z różnych dziedzin i wielu grup wiekowych. Ale miałam ochotę porwać coś, zapaść w fotel przy pustym, kawiarnianym stoliku, chłonąć zapach oleandrów i kolejne stronnice...nawet bez kawy ;).
Dlaczego u nas akcja "uwolnić książkę" rzadko wychodzi na ulicę? A może jest, tylko ja jakoś nie widzę ?







 

 

10:34:00

Szklana baśń...która urzekła Whoopie Goldberg

Szklana baśń...która urzekła Whoopie Goldberg


Tam, gdzie w każdy oddech angażuje się nie tylko płuca, ale i serce,
gdzie wyobraźnia miesza się z rzeczywistością,
gdzie 1300 C nie zabija, a tworzy...
tam zaczyna się szklana baśń...


Szkło, które podgrzewa się w nie gasnącym piecu, by nadawać mu plastyczne formy, barwi, by zachwycić multikolorem i ustawia na półkach bajkowego sklepu, z którego nie ma się ochoty wyjść.
Dla niektórych najmniejsza huta szkła w Polsce, dla innych rodzinne przedsięwzięcie, ale to przede wszystkim miejsce niezwykłe, gdzie na żywo można zobaczyć proces powstawania unikatowych rzeźb.
I to rzut beretem od Bolesławca ;). Ale nie od zawsze. 
Zanim na swoją siedzibę wybrali Tomaszów Bolesławiecki, Rodzina Borowskich mieszkała i pracowała w Niemczech. I to tam Pan Stanisław Borowski zyskał swoją międzynarodową renomę. Jego dzieła mają w swoich zbiorach m.in. Whoopie Goldberg,  Nicolas Cage czy były prezydent USA Jimmy Carter. Tam też wypracował swoją rozpoznawalną na całym świecie markę.
Studio Borowski przyciąga nie tylko pasją, ale i przyjaznym nastawieniem. Można przyjechać tylko pooglądać, podotykać, zachwycić się, a przy okazji posiedzieć chwilę w ogrodzie jakby żywcem przeniesionym ze słonecznej Italii, dopieszczonym ręką pani Borowskiej. Choć naturalnie ma się ochotę wyjechać z połową szklanych cudeniek ;).
A wszystko w malowniczym budynku z wiekowego piaskowca.
O sukcesach pana Stanisława, ale i całej rodziny, głośno co rusz w prasie i telewizji. Senior rodu tworzy unikaty, synowie formy, które wchodzą do krótkoseryjnej, cieszącej oko produkcji.
Każdy z nich ma swój styl, ale łączy ich miłość do szkła.











 








Bogactwo form zobaczycie, wchodząc na stronę internetową huty, wywiad z artystą tu lub najnowszy w "Markomanii" z Niedźwieckim, a dla tych, którzy chcą wiedzieć, jak to powstaje, polecam TO

Copyright © 2016 Zwidokiemnaobelisk.pl , Blogger