13:43:00

Dla tych, które pierwsze pokazały nam słońce ;)

Dla tych, które pierwsze pokazały nam słońce ;)
Dla tych, które pierwsze pokazały nam słońce ;)


samych dni w kolorach tęczy ;)

14:25:00

Była sobie góra, a na tej górze....w krainie wygasłych wulkanów i zagadek III Rzeszy...

Była sobie góra, a na tej górze....w krainie wygasłych wulkanów i zagadek III Rzeszy...



    W tym roku celowo zbojkotowaliśmy Majówkę Rycerską w Kliczkowie. Pogoda też nie sprzyjała. Do tego przeziębienie malucha, moja utrata głosu...słowem same przeciw...ale gdy w niedzielę rozbłysło słońce i słupek rtęci podniósł się o kilkanaście stopni wyżej niż w ciągu ostatnich dni - nie było siły ;). Od dawna chciałam znowu pojechać na mający swe początki w XII-wieku Zamek Grodziec (pierwsza wzmianka o nim to rok 1155 i Bulla Papieża Hadriana IV ;). Na samym szczycie wulkanicznej góry. Bazaltowa skała, u podnóża kościółek, malownicza droga, jak z bajki...zwłaszcza odkąd nie takie znowu lata temu zaopiekowali się nim nowi właściciele.
 



Ze względu na stan zdrowia pojechaliśmy samochodem, choć to zaledwie 22 kilometry od naszego Bolesławca i świetna trasa na wyprawę rowerową. Do tego można wjechać pod samą bramę zamku...jednak nie w czasie majówki ;). Choć muszę przyznać, że strażnik na dole okazał się dżentelmenem i gdy zobaczył kobietę z dziećmi zadzwonił i wyprosił jedno miejsce na samej górze. No, ale w końcu mamy równouprawnienie, więc co, ja nie dam rady wejść? Podziękowałam, zaparkowałam, załadowałam plecak, dwa aparaty, koszyk piknikowy i dzieci za rękę, aaa, co by nie zapomnieć o kocie w torbie (tak, tak, podróżujemy co rusz z kotem, żeby poszerzyć i jego horyzonty ;).
Droga malownicza, pogoda wymarzona, tylko gardło strajkuje, nie wiem, czy powietrze Przedgórza Kaczawskiego nieco ostrzejsze czy stan mojej krtani gorszy, efekt taki, że w połowie drogi już wspomagałam się mocno miętowymi dropsami pewnej firmy, której marki tu nie zdradzę (grunt że pomogło ;). Pobocza obrastają buki i kwitnące o tej porze zawilce. Do zamku prowadzi most (dawniej zwodzony), wokół fosa. Na dziedzińcu wyjątkowo ruch: tańczące babeczki, kramy, gdzie i w razie wiatru na przykład metalową czapeczkę można sobie kupić ;)









 









Wstęp 9 zł dorosły, 6 zł dziecko (maluchy do lat 5 i zwierzęta gratis ;). Przy zamku plac zabaw, którego nie pamiętam, jednak jeśli wykopano go w czasie ostatnich prac renowacyjnych, to całkiem nieźle wygląda:). Przyboczne lapidarium jak zawsze spokojne.


Na tarasy, wieże, do kaplicy zamkowej i do komnat można wejść, o ile nie odbywa się tam żadna prywatna impreza (my chyba trafiliśmy na sezon komunijny, więc wnętrz nie pokażę ;). Zamek, jak na prawdziwy zamek przystało, ma swoje duchy. Na szczęście my napotkaliśmy jedynie takiego, nie wyglądającego zbyt groźnie, osobnika ).



Korytarze wąziutkie, do tego przy moim wzroście w wielu miejscach trzeba się pochylać...ale warto ;). Mnóstwo strzelniczych okienek (jak krzyżyki na drogę), toalety w dawnym stylu (czytaj: wykuty otwór w skale ;).


 



Burzliwej historii zamku nie będę streszczać, sporo jej i na stronie zamku i w pozycjach książkowych (np. "Grodziec" M.Olczaka), ale wspomnę, że nie zawsze zamek był dostępny - było tu kręconych kilka reality-show, które prowadził np. Daniel Olbryski oraz sceny do "Wiedźmina", a także program kulinarny Roberta Makłowicza.
Przez wiele setek lat zamek miał się świetnie. Zniszczony został też dopiero po 1945 roku...pewnie dzięki sławie właściciela, którym był nikt inny jak Herbert von Dirksen, były ambasador III Rzeszy w Londynie i bliski współpracownik Hitlera. Stąd też wabi wielu poszukiwaczy skarbów, zwłaszcza odkąd wyszło na jaw, że był również na liście zbiorów sztuki ukrytych Grundmana. Ponoć ukryto tu 232 skrzynie z biblioteki pruskiej, a są tacy, którzy twierdzą, że skarby liczono w metrach i było ich tu ukrytych 2 km i 200 metrów...oraz że odnaleziono tu m.in. rękopis Pana Tadeusza, Słowackiego, Chopina czy edykty królewskie z Biblioteki Jagiellońskiej. A kilkanaście lat temu skrzynię pełną monet, srebra i złota....
Nie potwierdzam, nie zaprzeczam...


Co do wyprawy, to im później, tym piękniejsze słońce, żal było wracać... więc nie mogło się obyć przy takiej pogodzie bez pikniku w czereśniowym sadzie, który upatrzyłyśmy sobie wcześniej na dole, a napis przy nim "działki na sprzedaż" będzie kusił moją duszę do końca lata...






tak jak pałac u podnóża góry z 12-hektarowym parkiem, chyba ponownie od jakiegoś czasu na sprzedaż, który ma większe prawdopodobieństwo nie odnalezionych skarbów... ale to już zupełnie inna bajka ;)  

Copyright © 2016 Zwidokiemnaobelisk.pl , Blogger