22:53:00

Plotę...czyli jak to z wikliną było...


    Flora w cieniu Daisy to był dopiero początek przygody. Wzięliśmy udział w konkursie liczenia poduszek i tak dostaliśmy wiadomość, że nasza starsza córa prawidłowo wytypowała ich liczbę, wygrywając warsztaty florystyczne, a młodsza zaproszenie na warsztaty wikliniarskie z samym mistrzem plecionkarstwa - panem Wojciechem Świątkowskim do Zespołu Szkół w Jaworze.
Szkoła znajduje się w przepięknym budynku (jednym z tych, w których mogłabym zamieszkać ;). Przywitani zostaliśmy niecodziennie, ale może tam właśnie tak jest codziennie: z szerokim uśmiechem, uściskiem, prawdziwą radością czyli potwierdzającym to, co o szkole piszą - z sercem.
Czym jest wiklina każdy wie, przecież to wierzbowe pędy, ale okazuje się, że nasza wiedza jest znikoma. Do wyplotu używa się najczęściej wikliny uprawianej na plantacjach zwanej amerykanką (salix americana). Jak się dowiedzieliśmy od naszego nauczyciela, jest to odmiana sprowadzona przez Ernsta Hoedta z Trzciela, w dość nietypowy sposób. Ponieważ obowiązywało embargo na wywóz z USA, wspomniany prekursor zabrał ze sobą kosze, które następnie pociął na kawałki, namoczył i ukorzenił. I w ten sposób rozprzestrzeniła się ona tak, że dziś nikt by nie pomyślał, że nie jest nasza, europejska ;). Potrafi wyrastać niemal do 3 metrów.
Po ścięciu pędów, wiklinę należy odpowiednio przygotować: moczarkować albo gotować w wodzie, a następnie suszyć ( o ile nic nie pomieszałam ;).
Wiklina nie jest cierpliwą panną, nieodpowiednio, zbyt gwałtownie ściśnięta łamie się. Wymaga wprawy, cierpliwości, koncentracji i siły w dłoniach (moje nadal ją wspominają ;). Pod okiem Mistrza w kilka godzin złapaliśmy bakcyla ( zwłaszcza starsza córka i  mąż ;).
Wróciliśmy z kolejnym ciekawym doświadczeniem, koszami pełnymi wiklinowych, własnoręcznie wykonanymi przedmiotami ( oczywiście z niezastąpioną pomocą pana Wojciecha ;) i zaszczepioną chęcią więcej ;).
A jeśli ktoś byłby zainteresowany, odsyłam tu, gdzie znajdziecie informacje o tym, jak się na taki kurs albo roczne przygotowanie do egzaminu zapisać ;).













7 komentarzy:

  1. Swietny kurs, ja za wiklinowie koszyki i inne wyroby dalabym sie pokroic, trudno mnie powstrzymac od tego typu zakupow! Twoje dziewcznki poznaja wszelakie sztuki...wyrosna na ciekawe swiata dziewczyny! a ten budynek gdzie szkola sie miesci rzeczywiscie piekny i pieknie utrzymany! pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się samemu zobaczy, ile to wiedzy i wysiłku potrzeba, docenia się bardziej wszelkie rękodzieło ;), dzieci niech też wiedzą ;)

      Usuń
  2. Rękodzieło jest ZAWSZE godne uwagi i podziwu. Ja też uwielbiam wiklinę i wszelkie plecionki, ale nie miałam jeszcze okazji pleść niczego poza andronami, he he. No, kiedyś jeszcze warkoczyki dla siostry ;-).

    Pozdrawiam Jo!


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co do wyplatania, to druga połowa rodziny jest w tej kwestii zdolniejsza :), ja ani do drutów niestety, ani do wikliny talentu nie mam ;(

      Usuń
  3. Bardzo pomysłowy był ten Pan Ernest :) Świetne doświadczenie mieliście, muszę dodać, że jestem zaskoczona ponieważ jak się okazało sporo wiedziałam o wiklinie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, a dla mnie to spora nowość :), spodobałoby Ci się Małgosiu i warsztaty i Jawor, o Kościele Pokoju nie wspominając :)

      Usuń

Copyright © 2016 Zwidokiemnaobelisk.pl , Blogger