20:38:00

Na deser...Frydlant

    Wracając z Liberca drogami obsadzonymi jabłonkami z gałązkami pełnymi kształtnych jabłuszek, które już na zawsze kojarzyć mi się będą z czeskimi, wiejskimi drogami, żal było opuszczać ten przyjazny kraj. Dlatego postanowiliśmy osłodzić sobie powrót i zawitać jeszcze do położonego około 10 km przed polską granicą Frydlantu. 
Zazwyczaj wszyscy ruszają od razu na zamek, my odwrotnie. Przeoczyliśmy znak i wylądowaliśmy w samym środku miejscowości. I jak to czeskie miasteczko - starówka mnie oczarowała. Piękny ratusz, szeroki czworobok rynku, skwer obsadzony po europejsku platanami i orzeźwiająca fontanna. Ta kameralna miejscowość w tym roku właśnie obchodzi swoje millenium. A że zwiedzania najlepiej nie zaczynać z pustym żołądkiem, z przyjemnością klapnęliśmy pod platanowymi liśćmi i zakosztowaliśmy lokalnej kuchni, której smakowite, domowe potrawy i niesamowicie niskie ceny w porównaniu z tymi, jakie serwują nam rodzimi restauratorzy, przyjemnie zaskoczyły. 
Do zamku dotarliśmy tuż przed ostatnim oprowadzaniem. Średniowieczna warownia przebudowana na bardziej komfortową renesansową rezydencję do czasów wojny służył swoim właścicielom.  Nadal czuć obecnego tu ducha Albrechta Wallensteina, który posiadł te dobra wraz z tytułem księcia Frydlantu, a potem, gdy karta a wraz z nią przychylność cesarza Ferdynanda II się odwróciła, stracił życie, a Frydlant swoją niezależność. Mimo burzliwych czasów i wielu wojen, czas mimo wszystko obszedł się z nim niezwykle łaskawie, nie pozostawiając niemal żadnych śladów.
Bilety rodzinne funkcjonują tylko z przewodnikiem w języku czeskim, więc weszliśmy z czeskim, ale podczas zwiedzania podłączyliśmy się do polskiej wycieczki. W zamku obowiązuje zakaz robienia zdjęć, co mam wrażenie niemal połowie wycieczki nie przeszkadzało, a może po prostu mieli problem ze słuchem i pamięcią... w każdym bądź razie u mnie tego, dlaczego warto tu przyjechać, czyli kompletnego wyposażenia wnętrz od boazerii, mebli, tkanin aż po najdrobniejsze detale: szkło, porcelanę, bibeloty, nie zobaczycie. 
Za to jeden rzut na kuchnię, którą już można uwieczniać i w której co roku odbywają się kulinarne warsztaty.
Po wojnie zamek przeszedł na własność państwa, ale nadal rozrzucona po świecie rodzina spotyka się raz na jakiś czas w jego murach.
Na nowo uruchomiono również lokalny browar, ale jako kierowca o smaku frydlanckiego trunku Wam nie opowiem, musicie spróbować sami ;).







A wirtualna wycieczka jak zawsze możliwa bezpośrednio u źródła, tu.

13 komentarzy:

  1. Jakie te miasteczka czeskie sa ladne i klimatyczne...a Ty potrafisz je fotogreafowac. Kuchnia bardzo mi sie spodobala. Te jablonki z jabluszkami w Czechach tez pamietam kiedys jechalismy takimi drozkami gdzie jablonki sobie rosly i necily owocami i brat mego meza, Wenezuelczyk, zwariowal...nigdy nie widzial tyle jablek i na wyciagniecie reki na dodatek, musielismy stanac a on wariowal ze szczescia. Sciskam Cie serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj rzeczywiście i mnie ta kuchnia zauroczyła:)))
    Nigdy nie byłam w tych miejscach.I już bardzo mi szkoda, podziwiając Twoją przepiękną fotorelację.Wspaniałe zdjęcia.
    Pozdrowienia posyłam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiedziałam, że tam tak ładnie, będę się musiała wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejne urokliwe miejsce :)Marzy mi się coraz bardziej pojechać i zobaczyć wszystko na własne oczy, a puki co bardzo dziękuję za spacer ze świetnym przewodnikiem i proszę o kolejny :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach, jak pieknie. Ccialabym sie tam przeniesc chociaz na chwile:-) Kuchnia- marzenie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolejne piękne miasto w Czechach, jest ich tyle że w tym małym kraju można spędzić sporo czasu a i tak zawsze coś pozostaje do zobaczenia. Piękne zdjęcia zachęcają do wyprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, zachwyciłam się i mam niedosyt, wszystkie malutkie, ale jakże piękne ;)

      Usuń
  7. Wakacyjne podróże...ile jeszcze masz asów w rękawie Jo:)
    U mnie rok posuchy,może w przyszłym roku będzie więcej wypraw:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie za wiele :), u nas głównie weekendowe wypady, zazwyczaj jednodniowe, bo na dłuugie wakacje nie styknęło (czerwcowa Praga, remont przedpokoju i brak mężowskiego urlopu ;)

      Usuń
  8. Frydlant jest naprawdę cudowny.

    OdpowiedzUsuń
  9. i Liberec, i Frydlant, w żadnym z tych miast nie byłam, ale zachwaliłaś je konkretnie ;)
    zresztą wcale nie tak daleko od nas ;), więc warto sąsiadów poodwiedzać :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ależ tam pięknie. Nie znam tego miasteczka.
    Może kiedyś?
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Zwidokiemnaobelisk.pl , Blogger