21:55:00

Z widokiem na obelisk

  Od zawsze marzyłam o domku na wsi, a najlepiej o zamku, który dostaję w spadku.
Ten wiejski domek to sentyment do domu wujostwa, takiego z kaflowymi piecami, freskami na sufitach, piwnicach z wędzarnią i cudnymi sklepieniami. Zamek - sen małej dziewczynki z wypraw z tatą historykiem po wszystkich możliwych okolicznych zamkach i twierdzach.
Nigdy więc nie przypuszczałam, że trafi mi się kamienica, praktycznie w centrum miasta i z widokiem na obelisk :).
No, rzecz jasna, nie cała, tylko jej fragment, a właściwie wykrojony w późniejszym czasie z niej kawałek, więc mowy nie ma o trzy i czterometrowych sufitach, sztukateriach i kryształowych żyrandolach, a są swojskie belki, okna z płynącymi obłokami i plany, takie małe, jakie ma każdy, kiedy już znajdzie swoje M, żeby je oswoić.
  Moja optymistyczna wersja brzmiała 3 miesiące, racjonalna męża - 3 lata. 
Nie należę do osób, które zawierają pakt z bankiem dłuższy niż życie, więc moja wersja przepadła z kretesem, ale nie żałuję, pewnie bym już ze 3 razy umeblowała dom i żałowała :). Póki co mam widok na obelisk, który nie przestaje mnie zachwycać i za który, jak stwierdził mój szwagier, powinno się dopłacać :). 
Nie wszyscy się z nim zgadzają, sporo moich znajomych, gdy usłyszeli, gdzie odtąd mogą nas zastać, kwitowało:" no fajnie, tylko ten kijowy widok..."