16:49:00

Park za cenę małżeństwa - Park Mużakowski Bad Muskau

Park za cenę małżeństwa - Park Mużakowski Bad Muskau
    To jeden z tych obiektów, które ma się stosunkowo blisko, a jakoś nigdy wcześniej się do niego nie trafiło. Łęknica po polskiej stronie, po niemieckie Muskau. Wiosenne kwiaty prężą się do słońca razem z kamiennymi lwami, wyciągającymi dumnie pyski. Takich drzew jak tu nie zobaczycie za wiele - brakuje ramion, żeby je objąć. Przeszło 700 ha założeń parkowych w stylu angielskim. Bajeczny zamek. Wszystko to powstało jako wizja Pücklera ( na tyle osobliwej, że ponoć dla jej realizacji wziął rozwód z żoną i związał się z majętną kochanką, która miała w zamian za realizację wizji, dostała obietnicę wspólnego życia ... ale jak to z obietnicami bywa, niektóre są bez pokrycia ... )  a obecnie znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO jako Park Mużakowski czyli Bad Muskau na styku Polski i Niemiec.
Hermann von Pückler to ciekawa postać, nawet jak na swoje czasy. Właściwie miłość do ogrodnictwa została w nim zaszczepiona ( jeśli można tak to ująć ) w zakładzie dla trudnych dzieci, gdzie ( według niektórych źródeł ) w ramach edukacji dostał obowiązek uprawy ziemi. Miał być prawnikiem, ale prawo porzucił dla wojska, a wojsko porzuciło go za miłość do hazardu. Nie musiał się w sumie za bardzo przejmować, bo nie tak dużo później w oddziedziczył i Muskau i pieniądze, więc mógł żyć swoimi trzema miłościami, którymi były: ogród, podróże ( z jednej z nich wrócił znacznie później z wykupioną niewolnicą ) i kobiety ( niekoniecznie w tej kolejności ). Życie i pasję dzielił z Lucie, a kiedy fundusze się wyczerpały, podobno to żona podpowiedziała mu rozwód i rozejrzenie się za bogatszą połowicą, niemniej nawet po rozwodzie nadal kontynuowali prace do roku 1845, kiedy to trzeba było majątek sprzedać...
Oprócz projektowania ogrodów, Pückler też pisał, a jedna z jego książek do dziś jest ceniona wśród znawców tematów. 


To świetne miejsce na rowerowy wypad. Trasy po samym parku są wystarczająco długie, miejsc, w których można rozłożyć koc piknikowy wiele, romantycznych mostków, ławeczek i murków dość. Rano wśród starych drzew o niesamowitych obwodach pni słychać ptaki. W kawiarence można wypić kawę, ale lepiej usiąść na zewnątrz pod ukwieconym kasztanowcem albo w pobliżu drzewek cytrusowych. Park czynny jest całą dobę, a wstęp na jego przeszło 700 ha teren bezpłatny. Aż wierzyć się nie chce, że pałac, który zachwyca, został niemal odszczętnie spalony podczas II wojny światowej  (jak bardzo został zniszczony, można zobaczyć tu ). Dlatego nie znjadziecie w nim właściwie wyposażenia, jakiego by się oczekwiało w takiego typu obiekcie, nie ma mebli, porcelany ani dawnych strojów, a wystawy mają charakter interaktywny, ale ciekawy: jeździ się karetą, wrzucając otrzymaną monetę można nie tylko wysłuchać opowieści czy muzyki, ale i otrzymać romantyczny list prosto z epoki.  Na pewnojest to zupełnie inny rodzaj muzeum niż te, jakie dzieci zazwyczaj odwiedzają :).
















INFO PRAKTYCZNE


Po polskiej stronie w Łęknicy przed parkiem jest spory parking ( płatny) z toaletą oraz kiosk w którym można otrzymac mapkę parku ( nam się niestety nie udało, bo wszystkie zostały w poprzednich dniach wydane).
Jeśli jedziecie rowerami, naprawdę przyjemna trasa rowerowa  jest po niemieckiej stronie od Gorlitz praktycznie aż do samego Bad Muskau.
Park czynny jest cała dobę.
WSTĘP na teren parku jest BEZPŁATNY, symbolicznie płatne są natomiast wystawy pałacowe.
Warto przejść się również po przylegającym do parku malutkim uzdrowiskowym miasteczku po stronie naszych zachodnich sąsiadów.
W tym roku 25.05.2019 r. obchodzone będzie Święto Parku Mużakowskiego, szczegółowe informacje nie tylko o tym wydarzeniu, ale o wszysktim związanym z tym miejscem, znajdziecie na stronie parku TU.

Źródło informacji historycznych
https://www.muskauer-park.de/
oraz przewodnik

11:14:00

Jak zostaliśmy zasypani złotówkami czyli Monastyr Św. KONSTANTYNA I HELENY

Jak zostaliśmy zasypani złotówkami czyli Monastyr Św. KONSTANTYNA I HELENY
   

   Malutka cerkiew w miejscowości Św. Konstantin i Elena jest niekrzykliwa, można przejść deptakiem w stronę morza i jej nie dostrzec. Krzyż nie wyłania się niczym Jezus w zielonogórskim Świebodzinie, właściwie prawie nie widać go zza parkanu. Przy wejściu ikona. Wchodzimy na na mały dziedziniec: z boku chusty do zakrycia ramion i nakrycia głowy, kilka krzaczków lawendy, źródełko wody.
 Zapalamy świece w wyznaczonym miejscu na chwilę modlitwy. Przy wejściu znak z zakazem fotografowania. Chowam aparat, ale mężczyzna pilnujący dobytku uśmiecha się i mówi, że mogę robić zdjęcia wewnątrz, tylko bez flesza. Dziękuję.
 Wchodzimy do środka, malutkie wnętrze skrywa prawdziwe cacuszko: freski w żywych kolorach, jakby ktoś namalował je przed chwilą, piękne ikony. Ukradkiem ścieram łzę. Moja młodsza córa stwierdza, że to " najpiękniejszy kościół, jaki w życiu widziała". Wnętrze ... musicie to zobaczyć sami...
Mężczyzna pyta, z jakiego jesteśmy kraju, po naszej odpowiedzi, że z Polski wraca po chwili z woreczkiem i wyciąga polskie monety. Chcemy mu je wymienić na lewy, ale protestuje, więc wrzucamy lewy do skarbonki i bierzemy butelkę wody z cudownego ponoć źródełka...
Obok cerkwii jest malutki sklepik z ikonami, to właśnie tu pierwszy raz zobaczyłam ikonę inną niż wszystkie dotąd mi znane, a wspomniany wyżej człowiek opowiedział mi jej historię. To ikona przedstawiająca rodzinę Romanowów - cara Mikołaja II z żoną i w otoczeniu dzieci...historię pewnie znacie.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że witający nas mężczyzna to prawdopodobnie opiekun tego przybytku, ale czy był to archimandryta Serafin, który pod koniec XX w. przybył i odnowił monastyr- nadal nie jestem tego pewna.
Cerkiew datowana jest na XIII-XIV wiek. Jego dzieje oczywiście były równie barwne jak historia Bułgarii, nie ominęły go i tureckie podboje i historyczne zawieruchy. Dawniej zamiast hoteli i handlowej promenady otaczały ją hektary ziemi i zielonych winnic. 
W monastyrze znajduje się m.in. Ikona św. Konstantyna i Heleny, 7 Efezjan i prawdopodobnie część relikwii św. Walentego. Konstantyna i Heleny chyba nie trzeba przedstawiać. Konstantyn to pierwszy cesarz, który przeszedł na chrześcijaństwo, a jego matce - Helenie, przypisuje się odnalezienie Św.Krzyża. Co do obu biografii historycy mają sporo do powiedzenia...
Z ikoną św. Konstantyna i Heleny związany jest jeszcze jednen obrzęd, nadal kultywowany w górach Strandża, o czym słyszałam od lokalnych przewodników. 21 MAJA obchodzone jest Nestinari. To święto, podczas którego odbywa się rytualny taniec po rozżarzonych węglach z ikoną właśnie św. Konstantyna i Heleny w ręku. Zwyczaj ten został wpisany na Listę Kulturowego Dziedzictwa UNESCO. Więcej na ten temat znajdziecie TU.
Jeśli się Wam nie spieszy, zajrzyjcie, skłońcie głowę w zadumie i modlitwie i zapalcie świecę za tych, którzy wymagają modlitwy i za pamięć tych, których już z nami nie ma. Zamknijcie oczy i poczujcie klimat sprzed wieków, zanim bungalowy osaczyły wiarę.









INFO PRAKTYCZNE
Do Św. Konstantina i Eleny dotrzecie bez problemu autobusem, zarówno ze Złotych Piasków, jak i z Warny. Należy kierować się jak do plaży, co jakiś czas prowadzą znaki, monastyr znajduje się po lewej stronie. W razie czego dobrze pytać ;).
W przycerkiewnych budynkach jest też opcja noclegu, o której przed wyjazdem nie wiedziałam. Myślę, że warto.

POLECAM też do przeczytania ciekawy artykuł w Przeglądzie Prawosławnym.

Copyright © 2016 Zwidokiemnaobelisk.pl , Blogger