Śladem Małego Księcia ... po Polsce ;)

Śladem Małego Księcia ... po Polsce ;)


    Nigdy nie byłam wielką wielbicielką "Małego Księcia", choć sentencja "dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu" jest mi szczególnie bliska. Niemniej animacja filmowa w reżyserii Marka Osborne'a zachwyciła nas wszystkich. Przede wszystkim historią wplatającą motyw Małego Księcia. Współczesną historią. Kolorem. Dialogiem. Emocjami.
Jakiś czas później młodsza latorośl narysowała baranka w odpowiedzi na konkurs radiowy i wygrała książkę tylko dla siebie. I nie wspomniałabym o tym ani słowem, gdyby nie miejsce, na które natknęliśmy się podczas wakacji. Miejsce, w którym kiedyś byliśmy, ale nie poznałabym tam ani jednego kamienia. 
Dawna rybacka wioska, a teraz letnie nadmorskie centrum rozrywki. Rewal. A zwłaszcza nadmorska promenada, na której nieopodal szkieletów dinozaurów (aż dziw, że wyginęły, skoro kości miały z żelaza ;), ciekawej galerii oraz mnóstwa krzaków jeżyn i Małego Księcia udało nam się spotkać.
Autorem tej rzeźby oraz położonej niedaleko ławeczki zakochanych z postaciami Romea i Julii, usytuowanych pomiędzy 148 gatunkami róż, jest poznański artysta Rafał Nowak, ten sam, którego mieszkańcy Poznania i okolic kojarzą jako twórcę fontanny na Placu Wolności oraz posągu Marsa na rynku w stolicy Wielkopolski. Niestety na różę znalazł się chętny i zamiast oryginału, u stóp Małego Księcia spoczywa żywy kwiat. Ale dobrze, że chłopiec choć taką ma ;).











Booking.com
Mistyczne połączenie - Zgorzeleckie Jakuby i Altstadtfest w Görlitz

Mistyczne połączenie - Zgorzeleckie Jakuby i Altstadtfest w Görlitz


Mimo iż Łaba rozdziela Görlitz i Zgorzelec na dwoje,
Raz w roku dwa na powrót łączą się w jedno.
Na jeden weekend duch Jakuba Böhme mistycznie łączy je w całość,
by radość i średniowieczny klimat pomogły zapomnieć o codzienności.
Dziś zabieram Was na Jakuby.

  Jakuby w Zgorzelcu i Altstadtfest w Görlitz czyli imprezy na cześć lokalnego mistyka Jakuba Böhme, odbywają się w ostatni weekend sierpnia, jednak jakoś tak wyszło, że nigdy wcześniej ich nie odwiedziliśmy. Tym razem postanowiliśmy to zmienić. I było warto.
Wbrew obawom o tłumy, na Przedmieściu Nyskim nie było tak źle.
Ujął mnie średniowieczny klimat jarmarku, pełnego rękodzieła po polskiej stronie i wyrobów rzemieślniczych po drugiej stronie Łaby. Ani przed ani za kramami nie było plastikowego kiczu.
Między zwiedzającymi przechodziły stylizowane postacie z różnych epok, nad brzegiem rzeki rozbite były obozy bractw rycerskich, teatry uliczne wtapiały się w ulice, a wojsko co rusz strzelało salwami.
Natknęliśmy się i na Trzech Muszkieterów i na Brata Tucka z Robin Hooda. Średniowieczne zielarki sprzedawały suszone kwiaty i korzonki na wiele dolegliwości, Lokalne przysmaki można było nabyć co krok, a dla chętnych muzycznych wrażeń, koncerty wygrywane były na mniej i bardziej historycznych instrumentach. Był też Festiwal Kataryniarzy. Rzadki to już widok, ale jakże urokliwy... 
Tej imprezy nie odwiedza się rano, żeby poczuć ducha miasta, trzeba zawitać w miejskie mury późnym popołudniem, by bawić się do nocy, jeśli nie do białego rana ;).




















I jak, spotykamy się za rok :)?
Copyright © 2014 zwidokiemnaobelisk.pl , Blogger