20:23:00

Dvur Kralove

Dvur Kralove

Dvur Kralove to nie tylko jedno z najpiękniejszych ZOO w Europie.
To również małe, urokliwe czeskie miasteczko z kolorową starówką i renesansowym ratuszem.
Kamieniczki zwartym szykiem otaczają Plac T. G. Masaryka, dawniej zwanym Záboja (który śmiało spogląda z pomnika fontanny na niemal pusty w tym dniu rynek i symbolizuje szacunek dla języka czeskiego ) .
Nad głową niczym kruki kołują granatowoczarne chmury.
Kolumna morowa z wizerunkiem Najświętszej Panienki przypomina groźbę zarazy.
Wielowiekowe lapidarium, nagryzione zębem czasu, smagane wiatrem i łzami deszczu, gotycki kościółek św. Jana Chrzciciela, do którego udało nam się zajrzeć jedynie przez wnękę, gdyż wyjątkowo trafiliśmy na zamknięte wrota, Cela Rękopiśmiennicza, gdzie znaleziono Rękopis Królewskodworski, który znacząco wpłynął na odrodzenie narodowe. 
A dla koneserów chmielowego trunku także miejscowy browar Tambor ;). 
Kwintesencja czeskiego nacjonalizmu w niepozornej na mapie mieścinie.





23:24:00

Spełniona obietnica...afrykańskie safari w .... Czechach

Spełniona obietnica...afrykańskie safari w .... Czechach

    To była spełniona wiosenna obietnica. Zamarzyło nam się wiosną safari, ale że do Afryki od czasów Tunezji jakoś nam nie po drodze, to stanęło na największym w Europie, za to nie za daleko od nas, w czeskim Dvur Kralove.
Dobrze, że mój mąż prowadził, bo ja bym pewnie nie dojechała. Nie to, że marny ze mnie kierowca, aż tak źle nie jest, ale zapierający dech widok uznoszących się mgieł wśród dolin między górami powodował, że pewnie bym stała za co drugim zakrętem na światłach awaryjnych...
Zoo podzielone jest na dwie części, które można zwiedzać w dowolnej kolejności ( a ceny biletów wstępu niższe niż we wrocławskim ).
Jedna z nich to wybieg, przez który jedzie się własnym samochodem lub autobusem z odkrytym dachem, zatrzymując się gdzie się chce, ale bez wysiadania (grożą za to oprócz nieprzewidywalnych reakcji zwierząt również dość wysokie kary finansowe). Wbrew temu, co na zdjęciu, jedzie się spokojnie, bez kolejek i tak wolno, jak mamy ochotę. Strefa safari zajmuje obszar niemal 30 hektarów, więc jest po czym się przemieszczać.
Drugą część zwiedza się zaglądając do wybiegów, akwariów czyli przez ogrodzenie lub płot, ale są i  ptaszarnie, gdzie ptaki przelatują nad naszymi głowami.
Już na wstępie otrzymujemy szczegółową mapę.
Przestrzeń jest świetnie zagospodarowana, wybiegi naprawdę spore, zieleni mnóstwo, dużo miejsc, gdzie można przysiąść i odpocząć i równie wiele atrakcji dla milusińskich od placów zabaw, które są usytuowane w kilku miejscach, aż po park linowy (płatny dodatkowo). W zielonej przestrzeni usytuowane są rzeźby, które można zakupić wspierając rozwój afrykańskiego rzemiosła i zabrać ze sobą na pamiątkę (o czym nie wiedziałam, będąc na miejscu...). Można też nabyć mocno zabytkowe czółno... 
Zwierzęta na pewno nie czują się samotne, na wybiegach paradują nie parami, a stadami, kilkanaście żyraf, zeber czy antylop nie jest tu niczym nowym.
Trafiliśmy bezsprzecznie na porę godową żółwi. Wybaczcie, ale przyzwoitość nie pozwoliła mi zrobić im zdjęć w tak intymnej sytuacji. Jeśli więc zapytacie, jak robią to żółwie...hmm...z ogromnym wysiłkiem i baaardzo powoli ;).












Teraz tylko pakować walizki i ruszać. A szczegóły znajdziecie tu :).
Copyright © 2016 Zwidokiemnaobelisk.pl , Blogger