Między polem agatów a ceramiką...Pałac Brunów

Między polem agatów a ceramiką...Pałac Brunów



Między polem agatów a Miastem Ceramiki.
Zjeżdżając przed Miastem Lwa w bok,
następuje zjazd do innego wymiaru doznań...

    Pałac Brunów nas zauroczył: angielskim ogrodem, architekturą, dyskretną, sympatyczną obsługą, jakiej pozazdrościć mógłby nie jeden pięciogwiazdkowy hotel (których trochę widziałam ;) i otwartością. 
Nie jest to zamknięta enklawa, gdzie wjazdu broni strażnik, a żeby wejść, należy się wylegitymować.
Tu otwarta na oścież brama zachęca, żeby chociaż zajrzeć jak do Tajemniczego Ogrodu, jeśli nie możemy zatrzymamy się na dłużej. 
Ogrodnicy dopieszczają rośliny. Gorące słońce tańczy w kroplach fontanny. Wszechobecna zieleń koi zmysły, a pyszna, mocna, świeżo parzona w zabytkowym ekspresie kawa (w baaardzo atrakcyjnej cenie) stawia na nogi.
W dawnej powozowni trwają przygotowania do wesela, z jakich słynie ten obiekt. SPA usytuowane w pałacowych piwnicach chwilowo pozostaje puste na rzecz leżaków porozstawianych w mniej i bardziej kameralnych miejscach ogrodu. A my dajemy się uwieźć magii miejsca, ciszy, którą tu pomimo niedzielnego popołudnia zastaliśmy i historii, która wychyla się z każdego kamienia.















a kto ma ochotę na więcej wirtualnego spaceru, można zajrzeć bezpośrednio na stronę obiektu.


100-letni strażnik wody... Zapora Pilichowice

100-letni strażnik wody... Zapora Pilichowice



   Czas leci jak szalony, wydaje mi się, że dopiero tam się przechadzaliśmy, ale było to jeszcze przed wyjazdem do Pragi, a więc tak czy inaczej sporo temu ;). Piękny, słoneczny dzień, więc szkoda było przesiedzieć go w domu. A i trzeba było zaprawić kota przed podbojem stolicy Czech ;).
W ten oto sposób stanęliśmy na wysokiej na 62 m (niektóre źródła podają 69 m), przeszło stuletniej zaporze wodnej w Pilichowicach, tej samej, której otwarcie celebrował sam cesarz Wilhelm II. I która mieści hektolitry wody. W dole znajduje się elektrownia wodna. Z drugiej strony Jezioro Pilichowickie. Druga największa zapora wodna w Polsce. Pierwsza zbudowana z kamienia. 290 m swobodnej wędrówki nad powierzchnią wody.

 Dla chętnych opuszczony (a więc pewnie bezpłatny ;) hotel. W pobliżu stacja kolejowa, na której zatrzymał się czas. Wokół lasy, lasy, woda i skały. I słońce w ilości, jakiej nie poskąpiłoby lato w Italii. Aż żal było wracać.  

Ale kiedy ruszyliśmy w drogę powrotną, zobaczyliśmy ten most. Jak kadr z filmu. Mój błysk w oku dostrzegł mąż. Zatrzymał samochód. Dzieci, kot  i dziadkowie zostali w aucie. A my podeszliśmy do krawędzi. Kolorystycznie piękny widok. Technicznie:  lekko spróchniałe deski i dziury co jakiś czas, a po tym wszystkim biegnące (ponoć wciąż użytkowane) tory kolejowe. M wszedł, a ja wciąż nie miałam odwagi.
- Ufasz mi...
Hmm, podchwytliwe pytanie po przeszło dziesięciu latach małżeństwa. Mój lęk wysokości przełamywany w dzieciństwie wspinaczkami od Śnieżki po inne szczyty Sudetów, tym razem miał ochotę pociągnąć mnie w stronę bezpiecznego siedzenia w samochodzie, gdzie zostali pozostali członkowie wycieczki. Ale natarczywy wzrok nie pozwolił zostać. I poza wszelkimi psychologicznymi aspektami, było warto ;).


A w drodze powrotnej zahaczyliśmy o miejsce, o których wiedziałam, że jest blisko, a jakoś nigdy nie wstąpiłam, ale jak już wstąpiliśmy, to bywam tam regularnym gościem ;). Ale o tym kolejnym razem ;).

 P.S. Szczegóły na temat budowy Zapory w Pilichowicach możecie przeczytać tu
O tym jak o mało nie trafił mnie szlag czyli o publikacji wizerunku...

O tym jak o mało nie trafił mnie szlag czyli o publikacji wizerunku...


    Było kiedyś o prawie autorskim, dziś o wizerunku. Nudne? Fotografujecie i wrzucacie sobie zdjęcia ludzi na bloga? Czemu nie. No to dziś popatrzcie na to nieco inaczej.
Wyobraźcie sobie, wchodzicie w wyszukiwarkę w poszukiwaniu jakiejś informacji, a tu zdjęcie Waszego dziecka. Klikacie na zdjęcie, a tam cała seria. Na serwisie ze zdjęciami, które każdy może sobie pobrać do domowego użytku. Niektórymi do sprzedania.
Nie do uwierzenia?
Mnie się dziś przydarzyło.
A wszystko to dzięki mojej koleżance. Właśnie szukała zdjęć z restauracji w naszym mieście po rewolucji w jednym z kulinarnych programów. Zapytała, czy to moje zdjęcia. Spojrzałam przez ramię i powiedziałam tak, ale zaraz się poprawiłam, bo owszem, robiłam córce zdjęcia, ale żadnego nie opublikowałam. Zresztą  coraz rzadziej tu twarze moich dzieci, coraz częściej dziesięć razy się zastanowię, zanim cokolwiek wrzucę w sieć. Bo niestety zdarzyło mi się, że zdjęcia były wykorzystywane bez mojej zgody, a nawet wiedzy.
A te, o których piszę, to były takie zdjęcia dla mnie.W chwili, gdy starsza jako Glinolud była przed obiektywem kamer, młodszą posadziłam na tę chwilę oczekiwania na murze i zrobiłam kilka zdjęć. Okazało się, że nie tylko ja.
I to byłoby może ok, ale na publikację wizerunku osoby potrzebna jest zgoda. Zwłaszcza osoby niepełnoletniej. Nie czepiałabym się, gdybym znalazła 1 zdjęcie w jakimś kontekście. Gdyby to zdjęcie uderzyło mnie artyzmem. Ale cała seria zza pleców? I nie ma tu znaczenia, że w tym czasie obok miała miejsce lokalna impreza, bo moje dziecko jest rozpoznawalne, nie zostało utrwalone jako jej element, ale stanowiło jedyny temat zdjęcia, całej serii zdjęć . 
Podsumowując, możecie robić zdjęcia w miejscach publicznych, w czasie imprez, ale jeśli nie są to osoby tzw. publiczne w czasie pełnionych obowiązków albo nie stanowią jednego z elementów kompozycji i są rozpoznawalne, na publikację tych zdjęć zazwyczaj potrzebna jest zgoda.
A gdy znajdziecie się w podobnej sytuacji?
Najlepiej skontaktować się z żądaniem usunięcia zdjęcia. U nas zadziałało błyskawicznie, portal zareagował od razu i w ciągu godziny zdjęcia usunięto. Jednak nawet po usunięciu ze strony zdjęcie może się przez długi czas ukazywać w wyszukiwarkach. Wtedy można wnioskować o usunięcie z wyników wyszukiwania. Trwa to nieco dłużej, ale działa. 
W ostateczności można odwołać się do sądu.
Gdybyście mieli jakieś wątpliwości to odsyłam do ustawy o prawie autorskim oraz tu

Pamiętajmy również, że w każdym kraju obowiązujące prawo jest nieco inne. Ochronie mogą podlegać również niektóre obiekty, zwierzęta, dzieła sztuki ... W końcu nie pozostanie nic innego, jak przerzucić się na mniej lub bardziej martwą naturę ;).  






Copyright © 2014 zwidokiemnaobelisk.pl , Blogger