19:30:00

BŚC cuda, wianki

BŚC cuda, wianki

    Kto nie chciał nabyć ceramiki, miał mnóstwo innych możliwości: szerokie ulice zaadaptowane na targi staroci, z meblami, bibelotami, a czasem prawdziwymi cacuszkami. Były rozmaite stragany, i z koronkowymi obrusami i dla pogromców wampirów stoisko wypełnione czosnkiem i hawajska plaża z pięknościami kręcącymi zalotnie biodrem dla tych, co jednak wolą piaszczyste tereny i drinka na leżaczku pod palmą (dziwnym trafem hawajskie boginie kierowały swoja uwagę tylko na przedstawicieli odmiennej płci ;). I jadło w nieco starodawnym stylu :). Były szalejące konie i safari pełne dzikich, drapieżnych zwierząt ;). Oj, kotki pokazały pazurki ;). Wieczorne koncerty i atrakcje w dzień. Teatry uliczne, śpiewy operowe i kino pod gwiazdami. Pokazy garncarstwa historycznego i stempelkowania. Wesołe miasteczko pełne karuzeli. I padły też klapsy ;). Piątkowy wieczorny deszcz przepłoszył nas w tym roku tak, że przeoczyliśmy Paradę Ceramiczną, ale naturalnie odbiłyśmy sobie to na Paradzie Glinoludów :).
A wszystko zakończone pokazem fajerwerków, na które nie udało mi się dotrzeć, ponieważ rozpoczęto go pół godziny przed programowym czasem, ale co nieco dostrzegłam przez okno ;).

 
 

 

 

 










22:22:00

BŚC Wszyscy jesteśmy z tej samej gliny

BŚC Wszyscy jesteśmy z tej samej gliny

  Jedną z największych atrakcji Bolesławieckiego Święta Ceramiki jest Parada Glinoludów, ludzi ulepionych z gliny (bez wypalania, chyba że w promieniach palącego słońca ;), którym może zostać każdy chętny. 
Pomysłów na przebranie było mnóstwo, od Japoneczek, kobiet rodem z brazylijskiego karnawału w Rio, poprzez rowerzystów z kwadratowymi kołami, rycerzy od króla Artura (z autentycznym akcentem ;) aż po istoty z obcej planety (i jak tu nie wierzyć w UFO, z wyjątkiem koloru, tu zielony nie miał szans ;). A wszystko w efektownej formie z akompaniamentem muzyki.
W tym roku dołączyła do nich moja starsza córa (ja bym dołączyła równie chętnie, niestety zdecydowany sprzeciw młodszej w tym roku uniemożliwił mój udział ;(. Niemniej mogłam bez wyrzutów uczestniczyć we wszystkich etapach od nakładania kaolinu po spłukiwanie. I dzielić radość. A także częściowo wygląd - z powodu tak wielu chętnych w tegorocznej edycji, nie nadążano z dostawami gliny do "pistoletów", w związku z czym drugą stronę mojego Słońca malowałam wałkiem, aż tryskało  ;) (żałowałam, że nie mam dodatkowych rąk, żeby ten moment uwiecznić ;).
I w takiej to do połowy uciapanej formie poznała mnie Ewelajna, za co ją niezmiernie podziwiam ;), no ale w końcu wszyscy jesteśmy z tej samej gliny ;)


A te kilka kadrów, które tu zdradzę zawdzięczam BlueHorse, bo szepnęła mi tajne przez poufne miejsce pleneru dla mediów, który miał miejsce dzień wcześniej ;)  (Basiu, ślicznie dziękuję ;)






Na koniec zaś ciepły prysznic albo...może wystarczy się porządnie otrzepać ;)


18:27:00

BŚC ceramicznie

BŚC ceramicznie
   
 
     XVIII Bolesławieckie Święto Ceramiki rozpoczęło się po niemal apokaliptycznej rannej burzy w środę. Zaraz potem wyszło jednak słońce. I to były te pierwsze dni, gdzie wybór ceramiki był największy, zarówno wśród rodzimych wystawców, jak i manufaktur z innych miast i krajów.
Nie ukrywam, że mimo skwaru, chętnych było całkiem sporo (choć moje kciuki pomogły i ponad 40C nie było ;). I przyznam, że sama czekałam na ten dzień, bo moje kilka miesięcy zamawiane ceramiczne pegazy miały być do odbioru (choć podobno wypalały się po zamówieniu już na drugi dzień - czyli niby w lutym...( hm... twórcze życie biegnie swoim rytmem i posługuje się zupełnie innym kalendarzem ;). Jak się okazało miały być, ale...hm, powiem tylko tyle, że artysta sobie zapisał, owszem, konie, ale stwierdził, że to telefon do stadniny...cóż, w sumie 2 dorosłe + 2 źrebaki, taki skład mamy ;)...
Rozpoczęły się też piękne Ogrody Ceramiczne czyli plenerowy pokaz ceramiki z opcją nabycia i rozmowy z projektantami dekoracji, w otoczeniu kwiatów,  albo po prostu powzdychania ....
Była także okazja zwiedzenia samych manufaktur z możliwością podejrzenia wszystkich etapów wytwarzania. I zestaw stempelków do samodzielnej zdobiny.



 
   Ale ponieważ ja kobaltu mam sporo na co dzień, pokażę troszkę kadrów tego, co mnie zachwyciło, a więc mnóstwo aniołów (tych nigdy dość ;), fujarki w kształcie ptaszków ( szkoda, że nie możecie tego posłuchać, wydają dźwięki podobne do śpiewów ptaków, ale tych ceramicznych, w przeciwieństwie do ich kolegów w naturze, po godzinie macie dość ;). Były mrozoodporne kwiaty, ogrodowe lampiony, garnki, biżuteria, a nawet szachy i kapliczki. I koniki rozmaite.













A ten stał się moją inspiracją i już wiem, co będę robić w jesienno-zimowe weekendy, gdy wreszcie klapnę na swoich czterech literach ;)
   
Copyright © 2016 Zwidokiemnaobelisk.pl , Blogger